Spis treści
Pierwszy dzień mistrzostw
Perfekcyjny leg Woodhouse’a
Do dziś mam w telefonie nagrania z finału Poland Darts Open w Krakowie, kiedy Gian van Veen rzucił dziewiątą lotkę w meczu z Lukiem Littlerem. Pamiętam ten moment doskonale. Ogromny hałas, aplauz, kubki z napojami wyrzucane w powietrze i radość kibiców, której nie da się opisać kilkoma słowami. Był to mój pierwszy turniej darterski oglądany na żywo i od razu miałem okazję zobaczyć coś, na co niektórzy czekają latami. Co jakiś czas wracam do tych nagrań i za każdym razem pojawia się uśmiech. Między innymi za takie momenty uwielbiam darta. Atmosfera na trybunach podczas największych turniejów jest czymś wyjątkowym, a przeżycie tego wszystkiego na własnej skórze tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu.
Dlaczego o tym wspominam? Bo już pierwszy wieczór tegorocznych mistrzostw Europy w Dortmundzie przypomniał mi tamte emocje. Przed turniejem miałem przeczucie, że zobaczymy dziewiątą lotkę, ale nie spodziewałem się, że wydarzy się to już w czwartym legu całych zawodów. Luke Woodhouse w spotkaniu z Dirkiem van Duijvenbodem rzucił swojego pierwszego telewizyjnego nine-dartera i trudno wyobrazić sobie lepszy początek mistrzostw. Sam wiem, co taka chwila oznacza dla kibica oglądającego ją na żywo, a mogę sobie tylko wyobrazić, co czuje zawodnik, który dokonuje tego na scenie, przed kamerami i tysiącami ludzi. Do dziś pamiętam, jak cieszyłem się ze swojej pierwszej rzuconej 180 u siebie w pokoju, a przecież to zupełnie inna skala osiągnięcia. Dziewiąta lotka to coś, co zostaje w pamięci na długo, dlatego trochę zazdroszczę wszystkim, którzy mogli zobaczyć ten moment z trybun w Dortmundzie.
Noppert oraz Wade
Nie wszystkie spotkania przyniosły mi jednak tyle radości. W meczu Danny’ego Nopperta ze Stephenem Buntingiem, mimo dużej sympatii do popularnego „Bulleta”, zdecydowanie bardziej kibicowałem Holendrowi. Noppert prezentował się w tym sezonie bardzo dobrze, dlatego liczyłem na jego awans. Kiedy doszło do decydującego lega, którego rozpoczynał Holender, miałem nadzieję, że wykorzysta tę przewagę. Bunting miał jednak inne plany. Zamknięcie 160 punktów w takim momencie? Trudno o bardziej bolesny sposób na pożegnanie się z turniejem. Z jednej strony nie chciałem, żeby ostatnia lotka trafiła w podwójną dwudziestkę, z drugiej trudno było nie docenić takiego zakończenia. Podobne odczucia towarzyszyły mi podczas spotkania Jamesa Wade’a z Damonem Hetą. Anglik prowadził już 5:3, a mimo to przegrał 5:6. Wade miał swoje okazje, ale problemy z zamykaniem 44, 40 czy 48 punktów okazały się kosztowne. I jak tu się nie denerwować, kiedy zawodnik, któremu kibicujesz, jest o krok od zwycięstwa, a ostatecznie sam wypuszcza je z rąk? Właśnie dlatego w darcie nigdy nie warto zbyt wcześnie cieszyć się z wyniku.
Mecz mistrzów świata
Więcej spodziewałem się także po pojedynku Gerwyna Price’a z Robem Crossem. Każdy, kto regularnie śledzi darta, wie, jak niebezpieczny potrafi być Walijczyk. Jego charakterystyczne okrzyki, emocje pokazywane przy tarczy i forma z ostatnich tygodni sprawiają, że ogląda się go z przyjemnością. Oczywiście nie każdemu musi odpowiadać jego zachowanie, ale trudno odmówić mu umiejętności i charakteru. Liczyłem jednak, że Cross przynajmniej na chwilę przypomni zawodnika ze swoich najlepszych lat i mocniej postawi się rywalowi. Niestety, skończyło się na zwycięstwie Price’a 6:2. Anglikowi zabrakło regularności, a wizyty przy tarczy bez trafień w potrójne segmenty tylko ułatwiały zadanie przeciwnikowi. Nie oczekiwałem koniecznie zwycięstwa Crossa, ale miałem nadzieję na bardziej wyrównane spotkanie. Price zrobił swoje, natomiast po występie Anglika pozostał spory niedosyt.
Miał być Humphries, a jest Huybrechts
Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju spotkało mnie jedno z większych rozczarowań. Luke Humphries wycofał się z mistrzostw Europy z powodu choroby. Szkoda, bo to jeden z moich ulubionych darterów i bardzo liczyłem na jego występ. Miałem nadzieję, że właśnie on albo Gian van Veen będą w stanie utrzeć nosa Littlerowi. Skoro Humphriesa zabrakło, pozostaje mi jeszcze mocniej kibicować Holendrowi. Co ciekawe, nieobecność Anglika dała szansę Kimowi Huybrechtsowi, który wykorzystał ją znakomicie. Belg pokonał Ryana Searle’a aż 6:1, osiągając średnią 103,81 punktu i skuteczność na podwójnych wynoszącą niemal 67%. Do tego dorzucił sześć maksów, co w tak krótkim formacie robi naprawdę duże wrażenie. Przyznam, że nie spodziewałem się takiego występu. Huybrechts w kolejnej rundzie zmierzy się z Buntingiem i chociaż ponownie nie będzie faworytem, liczę, że sprawi jeszcze jedną niespodziankę. Skoro potrafił tak zaskoczyć Searle’a, dlaczego miałby nie powtórzyć tego z „Bulletem”?
Van Veen
Nie mogę oczywiście pominąć występu Giana van Veena. Holender pokonał Andrew Gildinga 6:4, ale nie będę udawał, że jestem szczególnie zachwycony jego grą. Oglądałem już zdecydowanie lepsze spotkania w jego wykonaniu, zarówno przed telewizorem, jak i na żywo. Wiem, że stać go na więcej i właśnie dlatego mam wobec niego większe oczekiwania. W kolejnej rundzie czeka go Woodhouse, który już zdążył zapisać się w historii tego turnieju. Co ciekawe, van Veen nie wygrał jeszcze żadnego z ich dotychczasowych pojedynków. Nie będzie więc łatwo, szczególnie że Anglik rozpoczął mistrzostwa w tak dobrym stylu. Z drugiej strony, jeśli Holender chce wygrywać największe turnieje, musi radzić sobie również z przeciwnikami, którzy wcześniej sprawiali mu problemy. Mam nadzieję, że tym razem przełamie tę serię, choć zdaję sobie sprawę, że samo kibicowanie mu w tym nie pomoże.
Rozstawiona jedynka
Na zakończenie wieczoru zobaczyliśmy spotkanie Rossa Smitha z Karelem Sedláčkiem. Anglik, rozstawiony z numerem pierwszym, wygrał 6:4, ale trudno powiedzieć, żeby był to mecz stojący na szczególnie wysokim poziomie. Obaj zawodnicy mieli ogromne problemy na podwójnych, a skuteczność wynosząca odpowiednio 24% i 23,53% mówi chyba wszystko. Było sporo przełamań i zmarnowanych okazji, przez co momentami trudno było uwierzyć, że oglądamy rywalizację zawodników tej klasy. Mimo wszystko cieszę się, że Smith potrafił w tym roku ponownie wygrywać i zdobywać trofea. Teraz zmierzy się z Hetą, który przecież sam był już jedną nogą poza turniejem. Patrząc na występy obu zawodników, trudno przewidzieć, jak potoczy się ich spotkanie. Oby tylko poziom gry na podwójnych był nieco lepszy.
Podsumowanie
Po pierwszym dniu mistrzostw Europy mam mieszane uczucia. Z jednej strony dziewiąta lotka, kilka świetnych zakończeń i niespodzianki, których przed rozpoczęciem turnieju raczej bym nie przewidział. Z drugiej porażki zawodników, którym kibicowałem, oraz wycofanie jednego z moich faworytów. Ale chyba właśnie za to lubię darta. W jednym momencie można zachwycać się perfekcyjnym legiem, a kilkanaście minut później łapać się za głowę, widząc kolejną niewykorzystaną podwójną. Przed nami kolejne osiem spotkań i mam nadzieję, że piątkowy wieczór przyniesie równie dużo emocji. Szczególnie liczę na dobry występ Ratajskiego i kolejne niespodzianki, bo jak pokazał już pierwszy dzień, przewidywania potrafią bardzo szybko stracić na znaczeniu. Obyśmy jeszcze kilka razy zobaczyli coś, do czego będzie warto wracać po latach. Tak jak ja wracam do nagrań z Krakowa, które przypominają mi, dlaczego tak bardzo polubiłem ten sport.
Zapowiedź drugiego dnia
Polski Orzeł
Pierwszy wieczór za nami, ale już dziś czeka nas druga połowa pierwszej rundy. Oczywiście najbardziej interesuje mnie występ Krzysztofa Ratajskiego, który zmierzy się z Dave’em Chisnallem. Polski Orzeł został rozstawiony z numerem trzecim, co samo w sobie pokazuje, jak dobrze punktował w tegorocznych turniejach European Touru. Nie oznacza to jednak, że czeka go łatwe spotkanie. Chisnall ma ogromne doświadczenie i potrafi być bardzo groźny, szczególnie kiedy zaczyna regularnie trafiać potrójne dwudziestki. Liczę na awans Polaka, choć mam świadomość, że w formacie do sześciu wygranych legów kilka słabszych wizyt może przekreślić cały wysiłek. Co ciekawe, zwycięzca tego pojedynku zmierzy się z lepszym z pary Doets – van Gerwen. Już teraz można więc zastanawiać się nad ewentualnym spotkaniem Ratajskiego z jednym z najbardziej utytułowanych zawodników w historii darta.
Anglia – Hiszpania
Ciekawie zapowiada się również starcie Nathana Aspinalla z Cristo Reyesem. Anglik od lat potrafi dostarczać kibicom mnóstwo emocji, a jego mecze często ogląda się z dużą przyjemnością. Sam bardzo lubię jego charakter i sposób, w jaki reaguje na ważne momenty spotkania. Nie zamierzam jednak skreślać Hiszpana. Reyes po powrocie na wyższy poziom rywalizacji ponownie pokazuje, że potrafi grać naprawdę dobrego darta. Szczególnie interesuje mnie to, czy będzie w stanie przenieść dyspozycję z turniejów podłogowych na dużą scenę. Liczę na wyrównane spotkanie, a ewentualna porażka Aspinalla wcale nie byłaby dla mnie aż tak ogromnym zaskoczeniem. Tym bardziej że zwycięzca tej pary może już w kolejnej rundzie trafić na Luke’a Littlera, o ile ten upora się z Williamem O’Connorem.
Pojedynek rodaków
Spore zainteresowanie wzbudza we mnie także pojedynek Kevina Doetsa z Michaelem van Gerwenem. Z jednej strony mamy zawodnika, który przez lata dominował w światowym darcie i przyzwyczaił wszystkich do regularnego zdobywania trofeów, z drugiej Holendra, który nie zamierza ustępować bardziej doświadczonemu rodakowi. Van Gerwen nadal potrafi rozegrać spotkanie na bardzo wysokim poziomie, ale nie jest już zawodnikiem, przed którym rywale muszą drżeć jeszcze przed wyjściem na scenę. Doets z pewnością ma argumenty, żeby powalczyć o awans, choć przyznam, że chętnie zobaczyłbym van Gerwena w kolejnej rundzie, szczególnie jeśli miałby tam zmierzyć się z Ratajskim. Oczywiście najpierw obaj muszą wygrać swoje mecze.
Rock vs Dobey
Na koniec zostaje Josh Rock i Chris Dobey, czyli spotkanie, po którym również sporo sobie obiecuję. Obaj potrafią znakomicie punktować, regularnie rzucać maksy i kończyć legi w kilkunastu lotkach. Rock od dłuższego czasu pokazuje, że należy do czołówki światowego darta, ale Dobey to przeciwnik, którego nie można lekceważyć. Popularny „Hollywood” niejednokrotnie udowadniał, że potrafi rywalizować z najlepszymi. Mam nadzieję, że zobaczymy tutaj znacznie lepszą skuteczność na podwójnych niż podczas czwartkowego spotkania Smitha z Sedláčkiem. Nie mam w tej parze zdecydowanego faworyta, choć odrobinę bardziej ciekawi mnie występ Rocka. Jeżeli obaj zagrają na swoim poziomie, może to być jedno z najlepszych spotkań całej pierwszej rundy.
Kupon na dziś

Na dzisiejsze spotkania przygotowałem również kupon z dwoma zwycięstwami. Pierwszy typ to wygrana Krzysztofa Ratajskiego z Dave’em Chisnallem po kursie 1.50. Liczę, że Polak potwierdzi dobrą dyspozycję z tegorocznych turniejów European Touru, choć przy tak krótkim formacie nie może pozwolić sobie na zbyt wiele błędów. Drugim wyborem jest zwycięstwo Nathana Aspinalla z Cristo Reyesem po kursie 1.66. Hiszpan potrafi być niewygodnym przeciwnikiem, ale większe doświadczenie Anglika na dużej scenie powinno mieć tutaj znaczenie. Łączny kurs kuponu wynosi 2.49 w Superbet. Oba spotkania zapowiadają się ciekawie, więc mam nadzieję, że tym razem moi faworyci nie sprawią mi takiego rozczarowania jak Noppert czy Wade pierwszego dnia.



