STS – sponsor tytularny rozgrywek o Puchar Polski – na jeden dzień symbolicznie „przejmuje” Świdnik, zamieniając miasto w strefę ćwierćfinałowych emocji. Przy okazji meczu Avii Świdnik z Rakowem Częstochowa, marka przygotowała wyjątkową oprawę w przestrzeni publicznej, podkreślając rangę spotkania i wspierając lokalną społeczność w historycznym momencie. To jedno z najbardziej wyczekiwanych starć tej edycji – pojedynek trzecioligowego underdoga z ekstraklasowym faworytem, w którym piłkarska logika miesza się z marzeniami o sensacji.
STS w Świdniku ze specjalną akcją
Zaangażowanie STS wykracza daleko poza standardową obecność sponsorską. Ćwierćfinał Pucharu Polski w Świdniku to nie tylko mecz, ale miejskie święto futbolu – z dedykowanymi instalacjami, aktywacjami dla kibiców i specjalną oprawą podkreślającą, że w tych rozgrywkach wszystko jest możliwe.
Starcie Avii z Rakowem Częstochowa, to klasyczna historia Dawida z Goliatem: trzecioligowiec staje naprzeciw utytułowanego przedstawiciela Ekstraklasy, a wizja niespodzianki – czyli zwycięstwa gospodarzy – elektryzuje kibiców w całym regionie.
Historia Avii w Pucharze Polski
Puchar Polski wkracza w decydującą, ćwierćfinałową fazę. W grze pozostali już tylko najlepsi – ale nie tylko z Ekstraklasy. Jak przed 40 laty, o trofeum na tym etapie walczy również Avia Świdnik. Wówczas Świdniczanie grali na trzecim szczeblu rozgrywkowym. Nie dość, że wywalczyli awans do drugiej ligi, to zagrali w ¼ finału Pucharu Polski! Niestety
jednak ulegli wówczas w dwumeczu Pogoni Szczecin. Teraz, po raz drugi w dziejach, znowu mają szansę na półfinał.

Nie będzie jednak łatwo. Rywal jest z najwyższej półki – Raków Częstochowa. Puchar to jednak zmagania, w których nietrudno o sensacje. Zresztą… sama Avia do takowych się już przyczyniła, bo przecież z wysoko uniesionymi nosami do Świdnika przyjechały w tym sezonie Ruch Chorzów i Polonia Bytom – a wróciły na tarczy. Historycznych sensacji w PP
nie brakuje. Największa? Pewnie Czarni Żagań w 1965 roku. Jako trzecioligowiec dotarli do finału, co było już ich sufitem. Dopiero wtedy znaleźli pogromcę – wielkiego Górnika Zabrze.
Walka z Rakowem, jak Dawida z Goliatem
Puchar Polski to przestrzeń sprzyjająca sensacjom i nieprzewidzianym zwrotom akcji. To arena maluczkich i skreślanych. Czemu tak się dzieje? Motywacja w tych zespołach zawsze jest większa niż u faworytów z wyższych lig, którzy zawsze z tyłu głowy mają pierwiastek zlekceważenia. Dodatkowo często przedstawiciele niższych lig grają na swoim terenie, a wyżej notowani goście decydują się na rotacje w składzie. Może i Raków na papierze to murowany zwycięzca – ale na boisku po obu stronach biega po jedenastu ludzi i tam papier nie ma znaczenia.



